Komu z nas w głębi serca nie marzy się viral własnej produkcji?

Od dłuższego czasu mówi się, że marketing treści wpływa na pozycję stron w wyszukiwarkach, czyli jest elementem Search Engine Optimization (SEO). Powinno to skłonić większość osób, które usłyszą to twierdzenie do co najmniej dwóch pytań: „co ono oznacza dla mnie?” i „czym faktycznie jest marketing treści?”. Na oba pytania już dość łatwo znaleźć odpowiedź w przeróżnych polskich publikacjach. Ja skłaniałbym się raczej do pytania, czy „marketing treści jest policzalny?” i „jak go liczyć?”, bo dopiero głębsze wejście w te zagadnienia pozwoli nam osiągnąć pożądane efekty – pisze Aleksander Szulc w najnowszym Social Brand Footrpint.
[slideshare id=31946766&doc=raportluty-140305101625-phpapp02]
Większość osób, z którymi poruszyłem ten temat przyznaje, że początkowy i największy ruch przychodzi na ich strony z Facebooka czy Twittera, dopiero po dłuższym czasie widzą efekt w postaci ruchu z Google. O czym mówi nam ta zależność? Według mnie wynika z niej, że powinniśmy myśleć o optymalizowaniu treści przez pryzmat mediów społecznościowych już na starcie strony, bo przecież zależy nam, aby wieść o nas jak najszybciej rozeszła się w mediach. Pierwsze wejście może być tylko jedno, więc powinniśmy zadbać o to, by mówiono o nas dużo, głośno i pozytywnie.

Jak optymalizować treść

No dobrze, ale zapewne zastanawiacie się, jak optymalizować treść. Po pierwsze ustalmy podstawowe definicje. Przez „treść” mam na myśli „stronę” lub „podstronę www”, na której jest umieszczona „informacja”, którą chcemy rozpowszechnić. Pisząc o optymalizacji treści nie mówię tylko o zawartości i sposobie podania informacji, ale również o wyglądzie strony. Szczególnie ważne jest ułatwienie dzielenie się informacją z poziomu strony za pośrednictwem wtyczek społecznościowych. Nie mam zamiaru opisywać, w jaki sposób pisać ciekawe nagłówki albo gdzie lepiej umieścić przycisk udostępnienia. Sygnalizuję tylko, że warto się przyjrzeć tym elementom i zmieniać je, jeśli efekty są niesatysfakcjonujące.

Wyniki mogłyby być lepsze?

No właśnie, efekty. Po czym poznać, że nasze wyniki mogłyby być lepsze? Nie jest to łatwe – szczególnie gdy mówimy o efektach, które powinniśmy osiągnąć w przeciągu kilku godzin od publikacji. Aby odpowiedzieć na to pytanie najlepiej przyjrzeć się branży, której istnienie jest całkowicie uzależnione od wyświetleń. Prasa elektroniczna na swoich portalach informacyjnych musi nieustannie sprawdzać, co jest najchętniej oglądane na ich serwisach czy serwisach konkurencji. Dlatego nie powinno dziwić, że na Mashable pojawił się tzw. Velocity graph, który na bieżąco pokazuje najbardziej wirusowe informacje. Algorytm zbierając dane o udostępnieniach i aktywnościach wokół treści z różnych mediów społecznościowych pomaga określić redaktorom pożądane na stronie głównej informacje, doradza na temat tego, co najlepiej zadziała na Facebooku, a co dodatkowo wesprzeć reklamą, bo ma potencjał wirusowy.

Zrzut_ekranu_2014-03-12_o_11_42_46
Velocity graph nie powstał z niczego, powstał na bazie testów ogólnodostępnych narzędzi, umożliwiających bieżące śledzenie rozchodzenia się treści w mediach społecznościowych. Tylko od Ciebie zależy, czy skorzystasz z tych narzędzi i zaczniesz szukać wzorca, który pozwoli Twoim treściom rozchodzić się z większą intensywnością i zaangażowaniem. Bo komu z nas w głębi serca nie marzy się viral własnej produkcji?

Aleksander Szulc
Konsultant
Epijar.pl
Aleksander SzulcOd ponad 7 lat pracuje w obszarze marketingu interaktywnego. Od początku kariery zawodowej związany z mediami społecznościowymi. Realizował projekty dla takich marek jak: Nike, Lech czy Play. Brał udział we wprowadzeniu na polski rynek marki Play w ramach programu „Nadchodzi 4”. Obecnie jako niezależny konsultant doradza firmom w dziedzinie marketingu w mediach elektronicznych. Na blogu „Epijar” komentuje zjawiska związane z nowymi mediami.
 
 
.

Read more